#2141606 11.07.2015 13:38:45
Basiu kochana, dziewczyny mają absolutną rację. On musi iść na leczenie i to czy początki będą jakims dyskomfortem dla niego i dla Ciebie, to nie ma tu większego znaczenia, liczy sie efekt. Początki w róznych sprawach bywaja trudne, ale jak trzeba cos zrobić, to sie robi, bo to najlepsze wyjście. Jasne, że on nie chce do szpitala, ale i tak musi tam iść. Im szybciej, tym lepiej i dla niego i dla Ciebie. Teraz ma do Ciebie pretensje o wszystko, bo tak działa choroba, ale gdy mu sie poprawi, bedzie Ci dziękował, że go zmusiłaś. nawet jesli próba samobójcza jest pozorowana, to jest i tak wystarczającym sygnałem do leczenia. Ubezwłasnowolnienie nie jest potrzebne, żeby ktos zaczął sie leczyć. Mozna próbowac "sposobem". Znajdź właśnie taką klinikę jak podaje Margolcia, skontaktuj się, pogadaj tam ze specjalistami, jak go zachęcić, oni często potrafią "złapać" chorego tak za serce, że nie chce wyjść. Mozna tez zastosować uzasadnione moralnie kłamstewko i nie nazywać tego kliniką, tylko np. sanatorium dla osób z przewlekłym zmęczeniem czy cos takiego. To czasem działa, bo wizja, że on bedzie sobie odpoczywał, a personel będzie kolo niego chodził i dbał o jego komfort, takiemu choremu często wydaje sie kusząca, "wreszcie ktoś bez fochów zajmie sie mną, doceni wagę mojego zmęczenia..."
Jest jeszcze jeden sposób, który może zadziałać. Oświadczasz choremu, że TY idziesz do psychiatry, bo jestes załamana, masz tego wszystkiego juz dość i jeśli nie dostaniesz jakichs leków, to zwariujesz nie dalej jak za tydzień. Najpierw tylko tyle. Faktycznie umawiasz SWOJA wizytę u psychiatry i idziesz tam sama bez wiedzy meża. Mówisz psychiatrze, jaki jest problem. Po pierwsze może faktycznie dobrze by Ci zrobiły jakies delikatne wspomagacze, bo przeciez dźwigasz wyjątkowo trudną sytuację osobistą i masz przeciążony system nerwowy. Po drugie rozmawiasz o problemie męża i radzisz się, jak postąpić. Potem w domu, gdy zbliża sie termin Twojej drugiej wizyty u psychiatry, a w mniemaniu męża pierwszej, mówisz mu, że np. jutro jedziesz do psychiatry, że sie denerwujesz ta wizytą, bo nie wiesz, co własciwie masz powiedzieć, że jest Ci tak trudno itp. Czyli zaczynasz grac tak, żeby stopniowo odwracać role, teraz to Ty jestes tą, która ma problem, walczy, boi się, potrzebuje wsparcia itd... Jeśli przez dluższy czas tak sie zachowujesz, jest szansa, że to cos zmieni w postrzeganiu i zachowaniu męża. Dotąd on był cały czas w centrum twoich zainteresowań, prezentował postawę "im bardziej ty starasz sie mi pomóc, tym bardziej ja stawiam opór i jesZcze mam z tego taką korzyść, że tym bardziej sie o mnie starasz, im gorzej sie zachowuję, im więcej sie nad soba rozczulam, tym więcej dostaje uwagi". A tu okazuje się, że ta taktyka przestaje działac na Ciebie. Ty posyłasz mu komunikat: skoro ty nie chcesz pomocy, to trudno, radź sobie sam, ja natomiast tak ucierpiałam przy tej okazji, że teraz ja potrzebuje pomocy i właśnie po nią sięgam. A ty sobie rób, co chcesz. Ja musze uratować siebie.
Taka taktyka nie we wszystkich zaburzeniach może zadziałać, więc trzeba miec wyczucie, dyskretnie obserwować, co sie dzieje, jak to wpływa na chorego itd. Reakcja zależy przede wszystkim od tego, jakie jest podłoże zachowań, czy czysto biologiczne, czy emocjonalne, czy i takie i takie. Taka taktyka nie odniesie skutku, jesli choroba jest endogenna, czysto biologiczna, wynikająca np. z zaburzenia wydzielania neuroprzekaźników w mózgu. Taki chory tylko posmutnieje jeszcze bardziej, więc trzeba uważać i patrzec na reakcje. Jeśli w depresji biorą udział niepoukładane emocje, ta taktyka może byc skuteczna. Po pierwsze po reakcji mozna sporo dowiedziec sie o przyczynach zachowań. Gdy to jest czysto biologiczna depresja porzucamy takie pomysły całkowicie. Jesli jednak chory żywo emocjonalnie reaguje na taką zmianę postawy, to można próbować to wykorzystać dla jego dobra. Chory może chciec walczyć o swój tron najbardziej nieszczęśliwego człowieka na świecie, więc trzeba byc czujnym, ale tez pamietać, że raczej to będzie rodzaj teatru emocji niz np. prawdziwa próba samobójcza, czy prawdziwe samookaleczenia. Może tez , chocby odrobinę, zawahać sie nad swoim zachowaniem, nad sposobami, jakimi stara sie przykuć do siebie uwagę. To delikatne kwestie, ale tez Ty znasz dobrze sytuacje, zachowania męża, nawet te najdrobniejsze, więc możesz te taktykę zastosować na poziomie takich własnie drobnych zachowań, sygnałów, nie ryzykując wiele, a za to zyskując cenne informacje o tym, co dzieje sie w jego glowie i byc może wpłynąć na jego postawę wobec podjęcia leczenia. Kiedy dotychczasowy podział ról sie zachwieje, kiedy Ty zaczniesz chodzic do psychiatry, może on Ci "pozazdrości" i też zechce pójść do psychiatry.
W chodzeniu do psychiatry jest tez jeszcze jedna możliwa "sztuczka". Otóz po którejś kolejnej Twojej wizycie, możesz mu powiedzieć, że twój psychiatra pytał, czy mąż mógłby następnym razem z toba przyjść, bo prosedura jest taka, że powinien poznac sytuacje rodzinną pacjentki, żeby móc jej jak najlepiej pomóc. To może byc klucz programu, bo jesli da sie na to złapać, to jest szansa,że podejmie przy okazji leczenie. Jesli natomiast uzna to za pułapkę, powie, że pewnie chcesz go podstępem zaciągnąc do lekarza, to tylko wzrusz ramionami i powiedz, że trudno, nie to nie, powiem lekarzowi, że mąz nie chce przyjść i więcej o tym nie wspominaj. Taka obojętność może zadziałac mobilizująco. Może będzie ciekawy, może zechce choc troche odzyskac kontrolę, może uzna, że omija go cos fajnego, zwłaszcza, gdy bedziesz wracac od psychiatry w dobrym nastroju...
Duzo napisałam, ale ogolnie idzie o to, że jeśli zachowania męża maja w sobie element szantażu emocjonalnego (charakterystycznego dla nerwic), a na to troche wygląda sądząc po Twoich relacjach, to jest szansa, że brak poddawania sie temu szantażowi może zachęcić go do jakichś zmian.
Wszystko tez może zadziałać dokładnie odwrotnie do oczekiwań, więc najważniejszy jest Twój zdrowy rozsądek i wiedza psychiatry.
Oczywiście to sa tylko "dobre" rady, mogą sie przydać lub nie, mogą pomóc lub zaszkodzić. Rób tylko to, co Ty uważasz za słuszne i najlepiej skosultuj to z psychiatrą.
Bez wzgledu na to, czy moja tu pisanina ma jakąś wartość czy nie, jestem z Tobą, Basiu, i trzymam kciuki mocno !