Misiu tęcza wyszła bajkowa, w mieście nie ma szans na zobaczenie całego łuku. Fajne są widoki, jak chmury deszczowe przesuwają się w jedna stronę, a słońce wychodzi z drugiej i oświetla to, co na tle chmur widać. Dzięki za odwiedziny i wpis
Aniudroga dziekuję za wizytę i cieszę się, że moja pisanina dostarcza Ci miłych wrażeń.
Basiu no pewnie, że i u Ciebie ślicznie. A już wiosna to taka pora, że człek by tylko z zachwytu wzdychał

Słyszałam o tym zwyczaju wystawiania trumny w domu zmarłego. W. też o tym wspominał. Potem następowało wyprowadzenie do kościoła a po nabożeństwie na cmentarz. Jak dla mnie to trochę horrorowato, ale kiedyś widać ludzie uważali to za normalne.
Janeczko jeszcze w radio nadawali starą piosenkę Haliny Kunickiej ze słowami : "świat nie jest taki zły, świat nie jest wcale mdły, niech no tylko zakwitną jabłonie..." Nasze dopiero zaczynały rozwijać pąki, więc na spektakl nie załapaliśmy się. Szkoda, ze ludzie zapominają o szacunku dla zmarłego i ślepo dostosowują się do jakże niskich czasem standardów zachowania.
Nie pisałam tej relacji z pogrzebu, aby się jakoś uzjadliwiać nad księżmi w ogóle. Mądry, empatyczny ksiądz to u nas zawsze miły gość i partner do dyskusji. Niestety coraz trudniej o takich. Ojciec W. był ateistą, ale z księdzem przychodzącym po kolędzie i nie tylko wtedy zawsze chętnie rozmawiał, bo był to zwyczajnie inteligentny facet. A tu ksiądz nawet jak przechodzi miedzy ławkami z tacą i widzi ludzi, których w większości zna osobiscie, chyba trzy nieduże wsie raptem stanowią parafię - nawet oczu nie podniesie, nie uśmiechnie się. I na kazaniu plecie brednie nie umiejąc nawet przekazać słuchającym go ludziom jakiegoś konkretnego przesłania. Czy to, że ksiądz czyta teraz książkę o ks. Popiełuszce, która zawiera "samą prawdę" a nie to "czym nas karmią od lat media" ma doprawdy dla tych ludzi jakieś znaczenie? W dodatku podczas pogrzebu ich ojca, dziadka, sąsiada?
Jedno natomiast wspominam mile z tej uroczystości, a mianowicie chór

Po głosach sadząc były to panie o średniej wieku jak w zespole "Jarzębina" od niedoszłego hymnu EURO i bardzo fajnie śpiewały!
Dario cieszę się, że zawitałaś do mnie i tu

Sad jest bardzo stary i mamy nadzieje na uratowanie choć części drzew. Obora jest bardzo solidna, domaga się jednak zmiany pokrycia dachu, bo gdzie - nie gdzie zacieka i belki gniją. Ale na razie brak ...tego, co zwykle

Fajnie, że należysz do sympatyków malarstwa pana Albiczuka. Ten człowiek zasługuje na uznanie po śmierci, którym cieszył się za życia, jak to zwykle bywa, bardziej za granicą niż we własnym kraju.
W
cz.IV tylko krew, pot i łzy

W. na jakichś dopalaczach znów zerwał się ok. 6.00 i wyruszył do ogrodu z widłami i w samych slipkach. Zapytałam, czy chce się zatrudnić jako Neptun przy fontannie w Wisznicach

Odparł z godnością, że tak mu się najlepiej pracuje i chce jeszcze przerobić kawałek rabaty pod warzywa i wydłubać perz, bo potem jedzie po zakupy.
Mnie o takiej godzinie do pracy nie spieszyło się, zatem usiadłam z kawą na leżaczku z widokiem na mglisty po deszczu Albiczukowski i okolicę.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJAWarzywnik wyglądał jak poniżej
W. usunięty z kadru z powodu niekompletnego stroju
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJANa pierwszym planie właśnie ten fragment wymagający szczególnego traktowania, bo w kłębowisku perzu i przytulii oraz szczawiu końskiego, rośnie pietruszka jak również zapomniany jesienią czosnek, który W. miał zamiar uratować, potem się okazało, że moimi rękami

Na dalszym planie ten znienawidzony przeze mnie kąt przy ogrodzeniu od Bożenki.
Potem przeszłam na bardziej już nasłonecznioną część ogrodu i zadumałam się nad tą oto rabatą.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJAKraniec południowo-wschodni, zaraz za linią wzdłuż czarnych bzów zatracił kształt, bo napór perzu jest bardzo intensywny z tej strony. W rezultacie część roślin tam posadzonych była w większym czy mniejszym stopniu zahyćkana przez tego inwazyjnego gada. Stwierdziłam, że muszę wprowadzić tu jakiś środek zaradczy, może tymczasowy, ale coś muszę wymyślić.
Albiczukowaki tymczasem odsłaniał się z mgły
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJAW. otrzepał się z grubsza z ziemi i pojechał do Wisznic, planując po drodze zakup flancy u takich jednych państwa, co to i w ubiegłym roku kupował. Ja posiliwszy się jajecznicą z jajek trzech (z pokrzywą, ma się rozumieć), chwyciłam za szpadel i mimo szyderczych uwag ze strony odjeżdżającego W., że porywam się nie wiadomo na co, zaczęłam kopać rów wzdłuż rabaty pokazanej powyżej w celu wyrównania krawędzi, a następnie wkopania na całej długości dachówek cementowych, które walają się pod stodołą. Dachówki te całkiem nieźle sprawdziły się jako obrzeże w przypadku różanki nr 1, a ja już nauczona pewnym doświadczeniem, postanowiłam kopać rów głębszy i układać dachówki nieco precyzyjniej, niż wokół różanki, bo jednak miejscami powykrzywiały się i wygląda to beznadziejnie.
Kopanie szło mi w miarę sprawnie, perz i mlecze odrzucałam na kupę, w pewnym momencie dotarłam do karpy dziczki jabłonki i tu korzenie mnie pokonały. Postanowiłam zatem kopać dalej, a to miejsce pozostawić do rozpracowania przez W. przy pomocy siekiery.
Co jakiś czas popatrywałam z perspektywy oceniając prostolinijność wykopu. Noooo, trochę mi się wykrzywiał tu i tam, ale postanowiłam dokonać korekty w trakcie montażu obrzeża. Dojechałam do jabłonki, co oznaczało, że skończyłam rycie. Teraz dachówki, od których dzielił mnie kawałek drogi,tzn. jakieś 100 m po nierównym podłożu . Postanowiłam, że po kilka sztuk będę sobie nosić, wstawiać, zasypywać i znów spacer po kolejne. Miało to zapobiec nadwyrężaniu się w jednej pozycji, a skończyło się na tym, że nadwyrężyłam się nieco na całym człowieku

Na początek nieśmiało wzięłam trzy dachówki, wybierając całe ze stosu połamanych. Dotarłam do wykopu bez przeszkód potykając się jedynie dwukrotnie o niezlokalizowane jeszcze kretowiska i raz zapadając się deczko jedną nogą w jakiś dół w trawie. Dobra jest. Ustawiłam, zaczęłam zasypywać ziemią przy okazji wyrywając chwasty od strony rabaty. I tak powtarzałam te czynności przez dobrą godzinę, z tym że pod koniec już sześć sztuk dachówek brałam na raz, a i ścieżkę od wykopu do stodoły miałam już topograficznie opracowaną ! Kilka dachówek pękło przy kładzeniu na ziemię, ale w sumie szło całkiem w porządku. Zrobiłam przerwę na picie i za chwilkę najechał W. W swojej naiwności oczekiwałam jakichś zachwytów nad moją pracowitością, ale nic z tych rzeczy... Zapytał tylko, skąd miałam dachówki i po uzyskaniu odpowiedzi że "sobie noszę" parsknął, że przecież samochodem by mi podwiózł. Uznałam, że nie ma sensu tłumaczyć, że skoro go nie było tyle czasu to jaka logika kryje się za tym, że miałabym na niego czekać bezproduktywnie , a teraz hurtem wszystko robić. Już nie mówiąc o tym, że mimo terenowości naszego auta, w okolice wykopu nie ma jak podjechać.
Warknęłam tylko, żeby mi siekierą przerąbał te cholerne korzenie i po uzyskaniu dostępu do ostatniego fragmentu wykopu, kontynuowałam działalność.
W. rozpakowując zakupy pożalił się, że flance w tym roku strasznie marne, bo babcia produkująca i sprzedająca rozsadę, bardzo chora. Poinformowała W., że zdiagnozowano u niej boreliozę, więc W. się zainteresował, jako także seropozytywny. Zagadnął o kleszcze itp. a babcia mówi: "Panie, jakie kleszcze!? Toż oni robią coś takiego ludziom specjalnie, żeby naród wykończyć! Kiedyś tego panie nie było" W. zaczął tłumaczyć, że kiedyś niewielu lekarzy było świadomych istnienia zagrożenia, rzadko się boreliozę diagnozowało, w zasadzie myślano, że to choroba tylko leśników i drwali. Babcia jednak furt swoją spiskową teorię dziejów powtarza, no to W. machnął ręką. Żeby nie robić babci przykrości kupił nawet flance porów, tak chudziutkich, że z lupą sadzić trzeba będzie.
Moje dzieło ukończyłam, co prawda zdjęć z etapów budowy nie ma z uwagi na zaaferowanie czynnościami i brudne łapy fotografa. Wyglądało to tak:
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJAW. znów ruszył do warzywnika, a ja zaczęłam układać zakupy i przygotowywać kolejnego grilla. Zapytałam W,. po co mu kasza jaglana, na co on stwierdził, że to do polenty na grilla. Troszkę mnie zatkało, ale postanowiłam obserwować rozwój wypadków bez komentarza. W końcu mogło się to okazać jadalne

Przez okno w salono-jadalni zobaczyłam znajomych z jesieni. Pamiętacie stada szczygłów na polu słonecznikowym przed domem? Teraz przyleciały na ucztę z nasion mleczy.Z całym swoim bałaganem i zarośnięciem jesteśmy bardzo przydatni dzikiej przyrodzie
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJAOgarnęłam sprawy kuchenno-kulinarne, nakarmiłam awanturującą się Gorczycową oraz dosypałam mikroorganizmów do naszej instalacji szambowej i poszłam dokończyć moją pracę, bo jak zauważycie na zdjęciach, po stronie rabaty został jeszcze pokaźny kożuch perzu i należało także uzupełnić ściółkę ze zrębków.
Wyrwałam widły W., który z braku narzędzia pracy (wolał się nie kłócić widząc moją zaciętość) oddalił się do kuchni wytwarzać tę zapowiedzianą polentę. Ja podważając kolejne kawałki perzowego placka wyrywałam kłącza, otrzepywałam z ziemi i rzucałam na kupę. W końcu wydłubałam prawie wszystko, co się dało, przy okazji odsłaniając kilka ładnych bylin.
Następnie wzięłam wiadro i podreptałam do sterty zrębek, ładując je do rzeczonego wiadra i wysypując na rabatę. W trakcie któregoś tam kursu zawołała mnie Bożenka, która stała przy płocie z talerzem ciasta. Wymieniłyśmy się poglądami na temat organizacji pogrzebu, dołączył do nas W. oderwawszy się od kuchni. Bożenka nie kryła,że ksiądz już od kilku lat zaprzestał chodzenia za trumną, a tysiączka dalej bierze. Młodsza córka wściekła jak nie wiem co, ale Bożenka tłumaczy cierpliwie, że do kościoła nie chodzi się dla księdza. No ale to w takim razie, mówię, po co właściwie jest ten ksiądz... A ona na to, że jak ludziom taki pasuje, to taki on i będzie. Przed nim był taki, co polonezem przyjechał i po ośmiu latach posługi tym samym polonezem wyjechał. Opłaty do gminy regularnie wnosił, ludzi słuchał, no to się nie podobał. A ten gburowaty materialista bardzo się podoba, szczególnie paniom, bo taki śliczny młody brunecik

Ale w sąsiedniej wsi to mieli podobnego, i pogonili go dopiero, jak się okazało, że trójkę dzieci ma i parafię zadłużył...
No i tak to wszystko wygląda, jak to się mówi, od podszewki. Religia religią, a życie swoje. Nie ma tu granicy non plus ultra.
Pogadaliśmy jeszcze, Bożenka podziękowała za udział w pogrzebie, choć dla nas było oczywiste, że należy pójść. Ciasto zeżarliśmy, ma się rozumieć

Dokończyłam ze zrębkami i teraz rabata wyglądała tak:
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJAKredka zauważyła, że ktoś jej zrębki podprowadza i postanowiła pilnować
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJAOdsapnęłam sobie chwilę spacerując po ogrodzie
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATo mój John Davis
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJARabaty przyoborowe, niektóre wymagają intensywnego działania antymleczowego
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJATYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJAa niektóre jakby wyłysiały miejscami, coś tam rosło i nie wiem, czy zdechło, czy jeszcze nie wyszło
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJAPowyginana brzózka
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJARuszył ambrowiec
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJAoraz hortensja dębolistna
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJAO obiedzie i o tym co zdziałaliśmy w drugiej części dnia będzie za czas jakiś, bo jednak pisanie relacji z częstotliwością jedno zdanie na godzinę jest nieco kłopotliwe

Zatem do przeczytania, gdy
c.d. po godzinach pracy
n.