Kompostownik

zuzanna2418
07.05.2015 19:22:40

Lokalizacja: Wawa/lubelskie
Posty: 6009 #2101717
cz. V zacznę od kulinariów, aczkolwiek nic nadmiernie wykwintnego nie spożywaliśmy. Procesu powstawania polenty nie widziałam, z naczyń piętrzących się w zlewie i w okolicach wywnioskowałam, że używany był prezentowany przez ze mnie jakiś czas temu miedziany rondel składany do gotowania w kąpieli wodnej.
Przystępując do robienia sałatki zauważyłam, że w foremce keksowej wywróconej do góry dnem umieszczone zostało to, co potem mieliśmy jeszcze podpiekać na grillu.

Do tego przewidziane były plastry szynki i druga buteleczka wspomnianego Rieslinga.

Z grubsza danie podstawowe wyglądało tak:



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Polenta była na tyle zwartej konsystencji, że dało się ją pokroić na plastry i podpiec. Smak ciekawy wesoły

Około 16.00 (przez otwarte okno słychać było bimbanie zegara) W. oznajmił, że trzeba zabrać się za pikowanie czosnku. Powlókł mnie ze sobą do warzywnika i tam wskazał mi rabaty, z których najpierw trzeba było czosnek wykopać, a potem rozdzielić pęczki i po jednym powtykać w ładnych rządkach na innych rabatach.
Wyjaśniam, że osobiście nie znoszę takiej dłubaniny w kuckach. Wolę kopać rowy, układać drewno, nawet odchwaszczać, więc ucieszyłam się serdecznie z czekających mnie upojnych chwil.

W. radośnie zajął się ryciem Albiczukowskiego glebogryzarką, a ja klnąc na czym świat stoi i wyzywając W. od Pol Potów i Stalinów dziabałam dołki i wtykałam te nędzne szczypiorki w rządkach. W. wrzeszczał, żebym robiła głębsze dołki, bo korzonki, psia ich mać, muszą być skierowane w dół a nie zawinięte.
Odwrzeszczałam, że korzonki upier..., znaczy urwę w połowie i będzie dobrze.

Po posadzeniu jakiejś przemysłowej ilości czosnku (ile tego było w kilku marnych pęczkach!) przytargałam konewkę z wodą i wszystko to podlałam, a niech se rośnie, kurza twarz taki dziwny

W. tymczasem zakończył rycie



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Nasz warzywniak w popołudniowym słońcu. Czosnków nie widać niestety, bo maciupcie takie



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Grzbiet mnie rozbolał, więc poszłam do domu z zamiarem nic nierobienia do końca dnia.W. wjechał glebogryzarką na teren pod oknem sypialni w szczytowej ścianie domu.

Ja zmywałam i sprzątałam dopijając reszki wina i konsumując pączki z miejscowej cukierni, które były całkiem smaczne, ale zawierały nadzienie w postaci zjadliwie zielonej marmolady.

Zauważyłam, ze kicia wreszcie opuściła łóżko i postanowiła rozejrzeć się po okolicy. Wyszłam z nią, żeby ją ośmielić i rzeczywiście lazła za mną coraz dalej. W końcu przysiadła w trawie i czujnym wzrokiem obserwowała otoczenie.



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Za kicią widać teren obsadzony krzewami ozdobnymi, które w miarę wzrostu powinny nieco ucywilizować ten fragment ogrodu. Taki jest w każdym razie plan i tego będziemy się trzymać bardzo szczęśliwy

Potem kicia dokonała testu mojego obrzeża. Zważywszy,że kot waży obecnie jakieś 2 kg, nie obawiałam się bynajmniej, że uszkodzi konstrukcję.



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Potem wkomponowała się w rabatkę. Na dalszym planie Kredka wkomponowana w trawę.



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



W. odciągnął glebogryzarkę pod ścianę i zaczął coś wywlekać z samochodu. To coś okazało się skrzynką pełną sadzeniaków, które zamierzał posadzić własnie na świeżo zrytym kawałku.
Wytrzeszczyłam oczy i zapytałam się, czy naprawdę chce mieć widok z sypialni i częściowo z salonu na kartoflisko. Nie było wątpliwości, że chciał bardzo szczęśliwy Następnie wręczył mi skrzynkę, sam chwycił za szpadel, ustawił mnie przy krańcu przyszłego pola ziemniaków i ciach! dziura w ziemi, no to ja ziemniaka siup! do dziury a W. klach! - zasypywał ziemią. Początkowo miało być 5 rządków, ale ziemniaków ze skrzynki jakby nie ubyło. No to następne pięć i cała masa jeszcze została. Pytałam W. kto będzie to jadł, na to on, żeeee... nooo..., na przykład w razie wojny będziemy super zabezpieczeni żywnościowo. Mam pewne wątpliwości, czy w obliczu działań wojennych będziemy mogli przeprowadzić sobie wykopki (pod warunkiem, że w ogóle będzie co wykopywać) ale uznałam, że dyskusja nie ma sensu. Popukałam się jedynie wymownie w czoło w ramach komentarza.

Chcąc-nie chcąc w rezultacie wysadziliśmy wszystkie, a ja już odmówiłam jakiejkolwiek aktywności w tymże dniu.
W. z radością poparzył na pole naszpikowane kartoflami, którego postanowił popilnować pies.



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Wieczór też był dla mnie dość krótki, po wpełznięciu pod kołdrę zdołałam przeczytać jedną stronę w gazecie i padłam. Ale powstałam dnia następnego i dlatego c.d. jeszcze n.
Zuzanna - miejska i wiejska dżungla wesoły
pomoc dla schroniska
In Vino Veritas
UŚMIECHNIJ SIĘ
Zobacz ten wpis w wątku
Aby pisać na forum musisz się zalogować !!!
rss · kontakt · załóż własne forum · korzystasz z forum? wesprzyj projekt!