cz. V zacznę od kulinariów, aczkolwiek nic nadmiernie wykwintnego nie spożywaliśmy. Procesu powstawania polenty nie widziałam, z naczyń piętrzących się w zlewie i w okolicach wywnioskowałam, że używany był prezentowany przez ze mnie jakiś czas temu miedziany rondel składany do gotowania w kąpieli wodnej.
Przystępując do robienia sałatki zauważyłam, że w foremce keksowej wywróconej do góry dnem umieszczone zostało to, co potem mieliśmy jeszcze podpiekać na grillu.
Do tego przewidziane były plastry szynki i druga buteleczka wspomnianego Rieslinga.
Z grubsza danie podstawowe wyglądało tak:
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
Polenta była na tyle zwartej konsystencji, że dało się ją pokroić na plastry i podpiec. Smak ciekawy
Około 16.00 (przez otwarte okno słychać było bimbanie zegara) W. oznajmił, że trzeba zabrać się za pikowanie czosnku. Powlókł mnie ze sobą do warzywnika i tam wskazał mi rabaty, z których najpierw trzeba było czosnek wykopać, a potem rozdzielić pęczki i po jednym powtykać w ładnych rządkach na innych rabatach.
Wyjaśniam, że osobiście nie znoszę takiej dłubaniny w kuckach. Wolę kopać rowy, układać drewno, nawet odchwaszczać, więc ucieszyłam się serdecznie z czekających mnie upojnych chwil.
W. radośnie zajął się ryciem Albiczukowskiego glebogryzarką, a ja klnąc na czym świat stoi i wyzywając W. od Pol Potów i Stalinów dziabałam dołki i wtykałam te nędzne szczypiorki w rządkach. W. wrzeszczał, żebym robiła głębsze dołki, bo korzonki, psia ich mać, muszą być skierowane w dół a nie zawinięte.
Odwrzeszczałam, że korzonki upier..., znaczy urwę w połowie i będzie dobrze.
Po posadzeniu jakiejś przemysłowej ilości czosnku (ile tego było w kilku marnych pęczkach!) przytargałam konewkę z wodą i wszystko to podlałam, a niech se rośnie, kurza twarz
W. tymczasem zakończył rycie
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
Nasz warzywniak w popołudniowym słońcu. Czosnków nie widać niestety, bo maciupcie takie
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
Grzbiet mnie rozbolał, więc poszłam do domu z zamiarem nic nierobienia do końca dnia.W. wjechał glebogryzarką na teren pod oknem sypialni w szczytowej ścianie domu.
Ja zmywałam i sprzątałam dopijając reszki wina i konsumując pączki z miejscowej cukierni, które były całkiem smaczne, ale zawierały nadzienie w postaci zjadliwie zielonej marmolady.
Zauważyłam, ze kicia wreszcie opuściła łóżko i postanowiła rozejrzeć się po okolicy. Wyszłam z nią, żeby ją ośmielić i rzeczywiście lazła za mną coraz dalej. W końcu przysiadła w trawie i czujnym wzrokiem obserwowała otoczenie.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
Za kicią widać teren obsadzony krzewami ozdobnymi, które w miarę wzrostu powinny nieco ucywilizować ten fragment ogrodu. Taki jest w każdym razie plan i tego będziemy się trzymać
Potem kicia dokonała testu mojego obrzeża. Zważywszy,że kot waży obecnie jakieś 2 kg, nie obawiałam się bynajmniej, że uszkodzi konstrukcję.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
Potem wkomponowała się w rabatkę. Na dalszym planie Kredka wkomponowana w trawę.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
W. odciągnął glebogryzarkę pod ścianę i zaczął coś wywlekać z samochodu. To coś okazało się skrzynką pełną sadzeniaków, które zamierzał posadzić własnie na świeżo zrytym kawałku.
Wytrzeszczyłam oczy i zapytałam się, czy naprawdę chce mieć widok z sypialni i częściowo z salonu na kartoflisko. Nie było wątpliwości, że chciał
Następnie wręczył mi skrzynkę, sam chwycił za szpadel, ustawił mnie przy krańcu przyszłego pola ziemniaków i ciach! dziura w ziemi, no to ja ziemniaka siup! do dziury a W. klach! - zasypywał ziemią. Początkowo miało być 5 rządków, ale ziemniaków ze skrzynki jakby nie ubyło. No to następne pięć i cała masa jeszcze została. Pytałam W. kto będzie to jadł, na to on, żeeee... nooo..., na przykład w razie wojny będziemy super zabezpieczeni żywnościowo. Mam pewne wątpliwości, czy w obliczu działań wojennych będziemy mogli przeprowadzić sobie wykopki (pod warunkiem, że w ogóle będzie co wykopywać) ale uznałam, że dyskusja nie ma sensu. Popukałam się jedynie wymownie w czoło w ramach komentarza.
Chcąc-nie chcąc w rezultacie wysadziliśmy wszystkie, a ja już odmówiłam jakiejkolwiek aktywności w tymże dniu.
W. z radością poparzył na pole naszpikowane kartoflami, którego postanowił popilnować pies.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
Wieczór też był dla mnie dość krótki, po wpełznięciu pod kołdrę zdołałam przeczytać jedną stronę w gazecie i padłam. Ale powstałam dnia następnego i dlatego c.d. jeszcze n.
Przystępując do robienia sałatki zauważyłam, że w foremce keksowej wywróconej do góry dnem umieszczone zostało to, co potem mieliśmy jeszcze podpiekać na grillu.
Do tego przewidziane były plastry szynki i druga buteleczka wspomnianego Rieslinga.
Z grubsza danie podstawowe wyglądało tak:
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
Polenta była na tyle zwartej konsystencji, że dało się ją pokroić na plastry i podpiec. Smak ciekawy
Około 16.00 (przez otwarte okno słychać było bimbanie zegara) W. oznajmił, że trzeba zabrać się za pikowanie czosnku. Powlókł mnie ze sobą do warzywnika i tam wskazał mi rabaty, z których najpierw trzeba było czosnek wykopać, a potem rozdzielić pęczki i po jednym powtykać w ładnych rządkach na innych rabatach.
Wyjaśniam, że osobiście nie znoszę takiej dłubaniny w kuckach. Wolę kopać rowy, układać drewno, nawet odchwaszczać, więc ucieszyłam się serdecznie z czekających mnie upojnych chwil.
W. radośnie zajął się ryciem Albiczukowskiego glebogryzarką, a ja klnąc na czym świat stoi i wyzywając W. od Pol Potów i Stalinów dziabałam dołki i wtykałam te nędzne szczypiorki w rządkach. W. wrzeszczał, żebym robiła głębsze dołki, bo korzonki, psia ich mać, muszą być skierowane w dół a nie zawinięte.
Odwrzeszczałam, że korzonki upier..., znaczy urwę w połowie i będzie dobrze.
Po posadzeniu jakiejś przemysłowej ilości czosnku (ile tego było w kilku marnych pęczkach!) przytargałam konewkę z wodą i wszystko to podlałam, a niech se rośnie, kurza twarz
W. tymczasem zakończył rycie
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
Nasz warzywniak w popołudniowym słońcu. Czosnków nie widać niestety, bo maciupcie takie
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
Grzbiet mnie rozbolał, więc poszłam do domu z zamiarem nic nierobienia do końca dnia.W. wjechał glebogryzarką na teren pod oknem sypialni w szczytowej ścianie domu.
Ja zmywałam i sprzątałam dopijając reszki wina i konsumując pączki z miejscowej cukierni, które były całkiem smaczne, ale zawierały nadzienie w postaci zjadliwie zielonej marmolady.
Zauważyłam, ze kicia wreszcie opuściła łóżko i postanowiła rozejrzeć się po okolicy. Wyszłam z nią, żeby ją ośmielić i rzeczywiście lazła za mną coraz dalej. W końcu przysiadła w trawie i czujnym wzrokiem obserwowała otoczenie.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
Za kicią widać teren obsadzony krzewami ozdobnymi, które w miarę wzrostu powinny nieco ucywilizować ten fragment ogrodu. Taki jest w każdym razie plan i tego będziemy się trzymać
Potem kicia dokonała testu mojego obrzeża. Zważywszy,że kot waży obecnie jakieś 2 kg, nie obawiałam się bynajmniej, że uszkodzi konstrukcję.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
Potem wkomponowała się w rabatkę. Na dalszym planie Kredka wkomponowana w trawę.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
W. odciągnął glebogryzarkę pod ścianę i zaczął coś wywlekać z samochodu. To coś okazało się skrzynką pełną sadzeniaków, które zamierzał posadzić własnie na świeżo zrytym kawałku.
Wytrzeszczyłam oczy i zapytałam się, czy naprawdę chce mieć widok z sypialni i częściowo z salonu na kartoflisko. Nie było wątpliwości, że chciał
Chcąc-nie chcąc w rezultacie wysadziliśmy wszystkie, a ja już odmówiłam jakiejkolwiek aktywności w tymże dniu.
W. z radością poparzył na pole naszpikowane kartoflami, którego postanowił popilnować pies.
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA
Wieczór też był dla mnie dość krótki, po wpełznięciu pod kołdrę zdołałam przeczytać jedną stronę w gazecie i padłam. Ale powstałam dnia następnego i dlatego c.d. jeszcze n.