Kochani, odkopuję wątek nie z powodu kolejnej relacji niestety, ale i na nią przyjdzie pora, mam nadzieję.
Okazja jest następująca:
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ LINKI. DARMOWA REJESTRACJA
Dwa wyjaśnienia:
- na blogu Pana Mariana występuję pod moim oficjalnym acz z rzadka używanym w kontaktach towarzyskich imieniem.
- galeria foto zawiera wszystkie zdjęcia, które przesłałam Panu Marianowi celem wstawienia do niektórych opisów. Zatem tylko kilka fotek przedstawia róże z wiochy. Ale będę uzupełniać. Zaproponowałam autorowi bloga oznakowanie tych zdjęć z różanki podlaskiej w taki sposób, aby przekaz był jasny.
Przy okazji weszłam w miły kontakt z dwoma osobami, które zostawiły komentarze pod opisaną przeze mnie w skrócie historią, którą Wy znacie w znacznie bardziej rozbudowanej wersji.
Pan Kurek przesłał mi fotki z dawnych czasów, kiedy jego Ojciec tworzył ogród w sąsiedniej wsi w otoczeniu plebanii.Przytaczam fragment maila:
W latach pięćdziesiątych ub. wieku ogród kwiatowy był bardzo źle widziany przez ówczesnych włodarzy. Wg nich ogród to marchew, pietruszka, kapusta itd. i to było głównym źródłem utrzymania, a dzięki temu i wojnę przeżyliśmy prawie że bez szwanku (Niemcy też potrzebowali warzyw), ale dla wybranych (czyt. miłośników kwiatów) już wtedy Ojciec rozmnażał zarówno azalie, jak i kamelie, a tzw. "marszanila" zajmowała co najmniej pięć metrów szklarni jednospadowej.
Obiecałam panu Tadeuszowi, że zorganizujemy sobie spacer wiosenny i zobaczymy, jak tam teraz wygląda.
Z panią Małgosią Kralką wymieniamy uwagi nt. Pana Albiczuka
Okazja jest następująca:
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ LINKI. DARMOWA REJESTRACJA
Dwa wyjaśnienia:
- na blogu Pana Mariana występuję pod moim oficjalnym acz z rzadka używanym w kontaktach towarzyskich imieniem.
- galeria foto zawiera wszystkie zdjęcia, które przesłałam Panu Marianowi celem wstawienia do niektórych opisów. Zatem tylko kilka fotek przedstawia róże z wiochy. Ale będę uzupełniać. Zaproponowałam autorowi bloga oznakowanie tych zdjęć z różanki podlaskiej w taki sposób, aby przekaz był jasny.
Przy okazji weszłam w miły kontakt z dwoma osobami, które zostawiły komentarze pod opisaną przeze mnie w skrócie historią, którą Wy znacie w znacznie bardziej rozbudowanej wersji.
Pan Kurek przesłał mi fotki z dawnych czasów, kiedy jego Ojciec tworzył ogród w sąsiedniej wsi w otoczeniu plebanii.Przytaczam fragment maila:
W latach pięćdziesiątych ub. wieku ogród kwiatowy był bardzo źle widziany przez ówczesnych włodarzy. Wg nich ogród to marchew, pietruszka, kapusta itd. i to było głównym źródłem utrzymania, a dzięki temu i wojnę przeżyliśmy prawie że bez szwanku (Niemcy też potrzebowali warzyw), ale dla wybranych (czyt. miłośników kwiatów) już wtedy Ojciec rozmnażał zarówno azalie, jak i kamelie, a tzw. "marszanila" zajmowała co najmniej pięć metrów szklarni jednospadowej.
Obiecałam panu Tadeuszowi, że zorganizujemy sobie spacer wiosenny i zobaczymy, jak tam teraz wygląda.
Z panią Małgosią Kralką wymieniamy uwagi nt. Pana Albiczuka