Ja się staram bez rzeczywistej potrzeby niczego nie zabijać, oczywiście wyłączywszy z tego muchy w domu i komary, które mnie gryzą, no i mszyce i larwy na roślinkach moich. Ale już ślimaki zbieram do wiaderka i wynoszę do lasu albo na łąkę. Pająki w domu łapię i też na dwór wynoszę.
I tym bardziej było mi przykro jak mój małż wczoraj likwidował inicjalne gniazdo szerszeni, ale niestety tych owadów u mnie na działce jest zbyt dużo, żeby im życie darować, a są dla mnie niebezpieczne (jestem uczulona). Przykro było potem patrzeć jak "szerszenica" przez cały dzień latała i szukała swoich dzieci. Aż się serce krajało, ale trudno. Albo one, albo ja.
Zresztą specjalnie nie wyszukuję gniazd do likwidacji. Unicestwiamy tylko te szerszenie, które nam zagrażają, a reszta lata, buczy i powoduje u mnie "gęsią skórkę".
A tak w ogóle to przepraszam, nie przywitałam się. A Mamusia tak starała się mnie dobrze wychować.

Witam więc wszystkich i życzę miłego dnia i na kawkę zapraszam.
Misiu klony??? Służę każdą ilością siewek!
Basiu ja też mam prasowanie w ilościach przemysłowych i nie mogę się zabrać! Oj jak nie lubię!
