Bardzo mi się podoba spiżarnia Justyny i przyznam, że poza jabłkami mam podobnie. A jabłek nie mam, bo drzewka młode, a poza tym jedna jabłonka jak wiecie rozpłaszczyła się na ziemi po ulewach i ja reanimuje. Po to jednak musiałam jej zerwać wszystkie jabłka, jeszcze jak były niedojrzałe, by się dodatkowo nie wysilała. A druga, zresztą złota reneta,miała słownie 4 jabłka, które zamiast wsadzić do spiżarni / jak uczy zdjęcie
/ nierozważnie zjadłam 
Co do dylematów kuchennych Mesi ja tam jestem zwolennikiem i to wielkim indukcji. 4 różnej wielkości pola, zakres grzania od 1 do 9, jak chce szybko, mam szybko, jak chce wolno, daje 1 i sobie pyrga leniwie. Zużywa śladową ilość prądu, świetnie się myje, nie niszczy garnków jak gaz. Jest tylko jedna rzecz, która jest lepsza. Babciny piec z blachami, pod którym się paliło. Ugotowałaś, zestawiłaś "na kraj" (tak się u nas mówi, w końcu góralką jestem
) i mogło czekać i pół dnia na spóźniających się domowników.
Za oknem mży, a ja bohatersko umówiłam się na zmianę opon. W końcu codziennie rano jest już temperatura minusowa i jak poleje, to nie pojadę, tylko posunę, a dokładnie przysunę w jakiś płot, czy coś innego. Letnie zresztą idą do wyrzucenia, bo to był ich ostatni sezon. A na 13.30 jadę na dworzec po me osobiste dziecię. O 17 msza za dziadków (obecność obowiązkowa, ciekawe, że tylko dla mnie, ale do mnie inną miarę mama przykłada
) Potem goście. Wczoraj upiekłam ciasto i mięso na dzisiejszy obiad, bo inaczej nie było szans zdążyć. Będzie za pracowicie jak na sobotę
Życzę Wam słonka
może się uda...
Co do dylematów kuchennych Mesi ja tam jestem zwolennikiem i to wielkim indukcji. 4 różnej wielkości pola, zakres grzania od 1 do 9, jak chce szybko, mam szybko, jak chce wolno, daje 1 i sobie pyrga leniwie. Zużywa śladową ilość prądu, świetnie się myje, nie niszczy garnków jak gaz. Jest tylko jedna rzecz, która jest lepsza. Babciny piec z blachami, pod którym się paliło. Ugotowałaś, zestawiłaś "na kraj" (tak się u nas mówi, w końcu góralką jestem
Za oknem mży, a ja bohatersko umówiłam się na zmianę opon. W końcu codziennie rano jest już temperatura minusowa i jak poleje, to nie pojadę, tylko posunę, a dokładnie przysunę w jakiś płot, czy coś innego. Letnie zresztą idą do wyrzucenia, bo to był ich ostatni sezon. A na 13.30 jadę na dworzec po me osobiste dziecię. O 17 msza za dziadków (obecność obowiązkowa, ciekawe, że tylko dla mnie, ale do mnie inną miarę mama przykłada