MaGorzatka pisze:
Ach, ach! Rozpoczęłam romans z Dehnelem - wreszcie!
Czytam "Lalę" - w łóżku, w ogrodzie, w PKSie, na zabiegach z podłączonymi do krzyża prądami. Po kawałku, po skraweczku. Ach, jak to jest cudnie napisane!
Zapisałam się w bibliotece w kolejce na "Dziennik roku chrystusowego".
Ach, ach! Rozpoczęłam romans z Dehnelem - wreszcie!
Czytam "Lalę" - w łóżku, w ogrodzie, w PKSie, na zabiegach z podłączonymi do krzyża prądami. Po kawałku, po skraweczku. Ach, jak to jest cudnie napisane!
Zapisałam się w bibliotece w kolejce na "Dziennik roku chrystusowego".
A nie mówiłam?
Apropos pięknego, choć dosadnego języka, mój zachwyt ostatnich dni to Ziemowit Szczerek, a zwłaszcza "Przyjdzie Mordor i nas zje" - jak fantastycznie posługuje się ten człowiek językiem, jak pięknie wulgaryzmów używa dokładnie tam, gdzie są potrzebne i jak do dna duszy dociera trafnymi choć smutnymi wnioskami...