survivor26 pisze:
jechałam z dziewczyną z naszych stron, która podobne perypetie z boreliozą przeżywała, co Ty - niewykluczone, że mijałyście się u lekarza w Katowicach
Apropos spotkań, chodzi mi po głowie i zarzucam wstępnie pomysł dolnośląskiego grilla ogrodniczego w maju
jechałam z dziewczyną z naszych stron, która podobne perypetie z boreliozą przeżywała, co Ty - niewykluczone, że mijałyście się u lekarza w Katowicach
Apropos spotkań, chodzi mi po głowie i zarzucam wstępnie pomysł dolnośląskiego grilla ogrodniczego w maju
"Przeżywała" perypetie... czyli czas przeszły? To dobra wiadomość, także dla mnie, bo ostatnio już cierpliwość mi szwankuje i tracę pozytywne nastawienie, że to sie kiedykolwiek skończy
Może ta dziewczyna udzieli mi jakichś rad, jak z tego wyjść i jednak nie oszaleć
Grill ogrodniczy brzmi dobrze.
Ja sie ostatnio z konieczności izolowałam od świata, to dobre towarzystwo dobrze mi zrobi. No i dobry uczynek można przy okazji załatwić, kontener
Jo, ja chciałam dopytać, czy zanotowałaś jakąś napaść na siebie, bo nic nie piszesz, a deklarowałaś, że sprawdzisz, czy sie na Ciebie też coś rzuci?
Na mnie na przykład rododendron sie nie rzucił, to ja rzuciłam sie na niego, natomiast bardzo agresywnie rzuciły sie na mnie dwie cebule lilii regale i grupka mieczyków miniaturowych, Bardzo agresywne.
Biorąc pod uwagę doświadczenia Janinki i moje dawne również, to muszę do nich dokupić metalowe pancerne pojemniki