Basiu na drugim roku moich studiów, praktycznie przez cały rok, studencka stołówka serwowała nam rozgotowaną breję z kaszy gryczanej zamiast ziemniaków. To był rok, kiedy coś się stało z ziemniakami i po prostu ich nie było. Jakaś zaraza czy może wygniły. Robiło mi się niedobrze i od zapachu, i od widoku, i od smaku kaszy podawanej w taki sposób. Do dzisiaj mdli mnie przy gotowaniu kaszy, bo czasami poświęcam się dla M. gotując mu ten przysmak. Dla siebie i tak gotuję ziemniaki.
pozdrawiam, Janina