Po pierwsze uduszę. Po drugie, zastrzelę, najlepiej z łuku, to będzie taka zjadliwa ironia wobec tej strzały amora, co mnie podle ugodziła te 20 lat temu (a niesłusznie, niepotrzebnie i pewnie przez przypadek). Po trzecie wytarmoszę za ten łeb siwiejący, ale jakoś nie mądrzejący. A potem się rozwiodę. Kropka.