Odprawiłam online siebie i W., głównie ze względu na W. bo coś zaczyna mamrotać, że ma pietra przedwyjazdowego, angielskiego nie zna i w ogóle zaginie gdzieś bez wieści nie mogąc się dogadać 
Teraz go nastraszę, że jak na lotnisko nie przyjedzie, to go będą nawoływali jak Barejowego "passengera Palucha"
Najgorsze to to pakowanie. Z uwzględnieniem kapryśnej angielskiej pogody.
Jakiś prezent muszę wymyślić jeszcze dla znajomego Angola, który będzie nas woził po atrakcjach regionu.
Teraz go nastraszę, że jak na lotnisko nie przyjedzie, to go będą nawoływali jak Barejowego "passengera Palucha"
Najgorsze to to pakowanie. Z uwzględnieniem kapryśnej angielskiej pogody.
Jakiś prezent muszę wymyślić jeszcze dla znajomego Angola, który będzie nas woził po atrakcjach regionu.