Kompostownik

zuzanna2418
15.11.2014 15:07:59

Lokalizacja: Wawa/lubelskie
Posty: 6009 #1984421
Joasiu, DarioKochane dziewczynki, cieszę się ogromnie, że mi towarzyszycie wesoły
W lesie ponurawo (chyba nadużywam ostatnio tego słowa) ale w gromadce raźniej, prawda Misiu? Moja ulubiona fotka to chyba te ostróżki z rudbekiami, nie wiem czy o tym myślałaś wesoły
Janeczko rondelki są podobno miedziane a czajnik chyba mosiężny. Nie wiem czemu u licha W. tak sobie upodobał to tworzywo, ja jestem zadowolona w zasadzie jedynie z wielkiego rondla miedzianego, w którym smażyliśmy powidła w ubiegłym roku i fajnie wyszły. Jedyny feler, że ciężki jest jak nie wiem co, a już z zawartością to naprawdę duża sztuka, żeby go unieść.
Ewo to chyba jedyny sposób rzeczywiście, krzaki póki co są niewielkie i myślałam, że uda mi się zebrać jagódki w tradycyjny sposób, ale dotknięcie jednej powodowało, że osypywały się wszystkie naokoło i przepadały w trawie.
Pat jedno Ci powiem, że jak usiadłam sobie na tych zagrzanych zrębkach, to w cztery litery milutko bardzo bardzo szczęśliwy A W. już obuwie używa, choć z niechęcią wesołyAczkolwiek pamietam sprzed kilku lat scenkę jak rano wylazł z leśniczówki i udał się do koni idąc sobie po białej od szronu trawie na boso...
Justynko oj, taka kuchnia daje niesamowite ciepło i atmosferę. Nie ma co, żaden kaloryfer się nie umywa. Kicia potwierdza, bo wylegiwała się prawie cały czas przy piecu z pewnym uznaniem dla tego wynalazku.

A w poniedziałek stanowiącym cz.III postanowiliśmy skończyć z niezbornością ruchową i udawaniem, że coś robimy pożytecznego. O 7.00 wstałam i wyszłam z kawą na ganek. To dziwne, ale tu w mieście o tej porze roku i dnia nie mam wcale ochoty na siedzenie na dworze, choć przecież mogłabym na tarasie przysiąść. Pogoda, pomimo optymistycznych prognoz w RL jakoś nie chciała się zmienić.
W. wygrzebał się z pościeli i zapowiedział, że po śniadaniu jedzie po zakupy oraz odebrać glebogryzarkę i piłę spalinową z serwisu. Zrobiłam listę zakupów do której W. dopisał drożdże i inne składniki na ciasto, albowiem twardo oznajmił, że nie odpuści i spróbuje jeszcze raz popełnić jakiś wypiek.
W. wybył, a ja zabrałam się za oczyszczanie Albiczukowskiego z badyli słonecznikowych i innych. Starałam się wyrywać z korzeniami, jedne wyłaziły łatwo, inne wręcz przeciwnie, słoneczniki łamały się, musiałam uważać, żeby nie powyrywać rosnącego gdzieś w tym gąszczu dzielżanu i mniejszych marcinków, kompletnie nierozpoznawalnych w tej masie.
Szłam takimi trawersami układając to, co wyrwałam na dwóch stosach. Najpierw myślałam, że powyrywam tylko trochę, potem jakoś wpadłam w trans i darłam to badziewie, otrzepywałam korzenie z ziemi i wynosiłam na kupy od czasu do czasu prostując plecy i spoglądając, czy W. nie nadciąga.
Dotarłam najpierw do brzozy Youngii, potem do tego kolumnowego żywotnika, oczyściłam jałowiec płożący, w końcu jakimś cudem dostrzegłam dzielżan i marcinki nie wyrywając ich w szale. W. ciągle nie było.
Dotarłam do złamanego fragmentu śliwy węgierki a potem do mini zagonu kartofli. No i w zasadzie skończyłam. W tym samym czasie nadjechał W. Rozładował sprzęt mechaniczny z moją pomocą. Ściąganie glebogryzarki z samochodu polecam wszystkim, co to jeszcze mają zdrowy kręgosłup taki dziwny

Albiczukowski po przejściu huraganu Zuzanna wyglądał tak:



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA





TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA





TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Nawet nie zauważyłam, że słońce zaczęło przezierać przez chmury!

Poradziłam W., żeby zaczął od piłowania, zatem zabrał się za śliwkę wydając okrzyki zdumienia na widok efektów mojej heroicznej pracy. Po kilku minutach piła dziwnie zaryczała, W. ją wyłączył, odpalił ponownie, piła znów dziwnie zajęczała. W. klnąc na razie po cichu zabrał piłę na ganek, rozkręcił machinę i złożył ponownie. Piła ryczała żałośnie. Rozkręcanie i składanie odbyło się jeszcze dwukrotnie i po jakimś czasie oraz wielu rzuconych już śmiało na głos paniach lekkich obyczajów W. ryknął, że prowadnicę do łańcucha mu te ch... w serwisie rozgięły. A mieli tylko naostrzyć łańcuch... Nie chciałam dolewać oliwy do ognia mówiąc, że początkowo pracowała prawidłowo, tylko potem coś tam tego... No dobra, mówię. Pożycz piłę od Bożenki.
W. zaprzestał lamentów przeplatanych groźbami karalnymi pod adresem panów w serwisie sprzętu mechanicznego i poszedł do Bożenki. Piłę dostał i na szczęście mógł zrobić to, co było zaplanowane. W końcu front wyglądał tak.



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Teraz tylko jazda glebogryzarka po oczyszczonym terenie. W. udał się po sprzęt i za chwilę usłyszałam, czego życzy panom w serwisie, już wcześniej pobłogosławionym... Linkę nowa założyli, a jakże, ale odpalić się nie dało, ponieważ rzeczona linka luźno zwisała i nie nawijała się na to ustrojstwo, które kręci się i powoduje zapłon przy szarpnięciu. Piekło rozpętało się na nowo.
Stwierdziłam beztrosko, że w takim razie albo jedzie do serwisu zabić wszystkich na literę N oraz ich rodziny, spalić im domy i w ogóle zadośćuczynić za szkody moralne i stratę stu złotych polskich, albo zostawiamy rycie na kolejny przyjazd, przed którym będzie uprzejmy sprawdzić sprawność sprzętu. W. po namyśle wybrał rozsądnie drugą opcję. Udał się do kuchni w celu rozpalenia ognia w piecu chlebowym, a ja rozejrzałam się po rozświetlonym nagle ogrodzie.



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA





TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA





TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA





TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA





TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA





TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Pozbieraliśmy następnie pocięte kawałki drewna i zwieźliśmy je pod drewutnię, gdzie W. porąbał je na szczapy. Szczęśliwie siekiera urzadzeniem prostym jest i działała bez zarzutu bardzo szczęśliwy
Kredka siedziała kamieniem pod drewutnią, a powód tej warty był taki, że W. zakupił na targu kurę rosołową. Stworzenie zostało pozbawione życia przy kupnie i jakoś ja na ten rosół ochoty za bardzo nie miałam. Zwłoki drobiowe W. położył na daszku drewutni, inaczej Kredka by je wyciągnęła i spożytkowała.

W. uznał, że w ogrodzie już nic nie zdziała, zatem zabrał się za kulinaria. Wydłubał z warzywnika surowiec na rosół:



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Ja nieco zziajana też stwierdziłam, że dokonam czegoś w kuchni. Miałam juz plany wczesniej ma się rozumieć i korzystając z przepisu znalezionego w prasie postanowiłam zrobić paprykę faszerowaną.
Kuchnia sczęśliwie znacznie większa, niż ta w Wawie, więc jakos udało nam się jednocześnie po niej przemieszczać. Co prawda najpierw W. dokonał oprawienia kury, na co zezwolilam jedynie na dworzu. Usiedli sobie zatem z Kredką na przyzbie skubiąc pióra i dyskutując o zaletach kury wiejskiej.

Ja się zajęłam przygotowywaniem farszu, który nie wyszedł do końca taki jak powinien, chyba ze względu na to, że nie miałam porządnej suchej bułki. No, ale wyszło całkiem nieźle jak na moj pierwszy raz. Przed wstawieniem do pieca potrawa wyglądała tak:



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA





TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



W. ustawił gar z rosołem i zabrał się za ciasto.

Słońce zachodziło powoli.



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA





TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Gesiarka z papryką została wstawiona do pieca. Obok papryk znalazła się także wydrążona cebula napakowana resztką farszu (pomysł W.) Po przepisowych 40 minutach dokonaliśmy próby i wstawiliśmy potrawę do pieca jeszcze na jakies 15 minut. W międzyczasie ryż doszedł w garnku. Muszę przyznać, że wyszło fajnie, choć mozzarella, która była obecna w farszu rozpuściła się chyba całkowicie i nie było jej czuć praktycznie w ogóle. Być może przepisy współczesne są dostosowane do kontrolowanej temperatury w piekarnikach a nie do rozgrzanych do temperatur piekielnych czeluści piecowych.

Ja już byłam na ostatnich nogach, więc z kubkiem herbaty wpełzłam pod kołdrę. Zasnęłam chyba w sekundę po tym, jak się położyłam. Od czasu do czasu jak przez mgłę słyszałam krzataninę W., ale już nie mialam siły się ruszyć w celach reporterskich. Uznałam, że co ma być to będzie, a co było, o tym w kolejnym odcinku, który jako c.d. jak najbardziej n.



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA

Zuzanna - miejska i wiejska dżungla wesoły
pomoc dla schroniska
In Vino Veritas
UŚMIECHNIJ SIĘ
Zobacz ten wpis w wątku
Aby pisać na forum musisz się zalogować !!!
rss · kontakt · załóż własne forum · korzystasz z forum? wesprzyj projekt!