Widzę, ze wszyscy zapracowani po kokardę, albo akonto Marysiowego święta balują, bo cisza aż w uszach dzwoni
ja postanowiłam czynnie walczyć z niemocą i zawzięłam się: uczciwie parę godzin popracowalam, dzieciom nieznosnym z powodu pełni obiad dwudaniowy zrobiłam, a nawet zaczęlam nadrabiać zaległości z paczkami, bo mi się uzbierało jeszcze od lipca co poniektóre
no i nie czuję się wcale gorzej niż jak zdychałam nic nie robiąc, stąd wniosek, ze nie ma się co z sobą pickać 
Teraz jeszcze ogarnę co nieco, uduszę dzieci i zamknę w wyczystce i mozna rozpocząć spokojny wieczór z szydełkiem
a doczytałam, że Marysia nie świętowała tylko siłę roboczą podejmowała...mam tak dość życia w zawieszeniu przedremontowym, ze chyba bym z dziką atencją powitała kogokolwiek robiacego cokolwiek remontowego w tym domu...no może nie kogokolwiek, bo już Rysio łypał dziś do mnie zalotnie pijanym oczkiem spod sklepu sugerując, ze wkrótce wrócimy do sprawy ganku
Teraz jeszcze ogarnę co nieco, uduszę dzieci i zamknę w wyczystce i mozna rozpocząć spokojny wieczór z szydełkiem
a doczytałam, że Marysia nie świętowała tylko siłę roboczą podejmowała...mam tak dość życia w zawieszeniu przedremontowym, ze chyba bym z dziką atencją powitała kogokolwiek robiacego cokolwiek remontowego w tym domu...no może nie kogokolwiek, bo już Rysio łypał dziś do mnie zalotnie pijanym oczkiem spod sklepu sugerując, ze wkrótce wrócimy do sprawy ganku