...I tak oto stało się... Nadszedł czas na drugą część wątku pokazującego orkę na ugorze, jakim jest moja blisko półtorahektarowa działka. Jak już gdzieś wspominałam, moim ideałem ogródka przydomowego jest arboretum i dlatego właśnie taki ogród chcę tu założyć Zresztą właściwie nie mam wyjścia, bo innego typu ogrodu o tej powierzchni nie mam szans "obrobić" siłami własnymi Na szczęście dla mnie spełnia się tu powiedzenie: "Szczęściem jest pragnąć tego, co się ma" Pragnę arboretum i mam To znaczy jeszcze nie mam, ale mam możliwość. Nie będzie to pełnowymiarowe arboretum, jak np. moje ukochane Wojsławice, ale też nie mam dwudziestu pracowników, więc malutki, jak na arboretum, rozmiar jest adekwatny
Jak tam postępy w ambitnym (żeby nie powiedzieć szalonym ) przedsięwzięciu? Ano, są. Dwie trzecie całego terenu zostały oczyszczone z zarośli i są koszone, można wreszcie sadzić.
Oto moje ranczo widziane od południowej strony. Widać wykoszony, czyściutki "trawnik", tu jeszcze tej wiosny były dzikie maliny i chaszcze, przez które nie dało sie przejść. A teraz, proszę! 


Stare, bardzo stare, poniemieckie jeszcze, jabłonie za domem i klon. Zielsko juz odrasta po ostatnim koszeniu, ale jest koszone i, co najważniejsze, wykarczowane pod drzewami, bo były tam miejscami niezłe chaszcze. Za jabłoniami bedzie półkolisty żywopłot osłaniający od silnych zachodnich wiatrów.


Mniej więcej tu bedzie "Kanadyjskie Rosarium"

Czerwoność na tle zieloności, powiedziąłoby się , że prawie "archetypiczna" 


Zaczątek przyszłej ścieżki. Tędy kiedyś pobiegnie ścieżka wśród kwitnących róż

Szopa i krzaczory. Fajne deski, nie? 



Wieczorne przyjemności dzikiego człowieka













Codziennie przed zachodem słońca zaczyna koncert...

|