Wsi spokojna, wsi wesoła czyli c.d.n. choćby nie wiem co :)
Dario a no bo to chyba sukces debiutanta, czyli przysłowiowe ziarno ślepej kury. Nie wykluczam jednak powtórki, ale nieprędko. Żołądki w świetnym stanie przeszły ten eksperyment bardzo szczęśliwy

Jadę tymczasem z cz. VI, dość krótką bo obejmującą jedynie poniedziałkowe popołudnie i wieczór.
Z uwagi na przyzwoite warunki pogodowe W. zarządził prace pielęgnacyjne w sadzie. Wytaszczył drabinę, sprzęt tnący, a mnie zaangażował do zbierania gałęzi i układania je w stosy zwane przez Pat zasiekami na mamuty, które to określenie weszło do obiegu forumowego. Drzewa były cięte dwa lata temu, ostroznie, bo po długim okresie zaniedbania nie chcieliśmy ich zakatrupić lub osłabić zbyt radykalnym cięciem. Najpierw rzut oka na korony i ustalenie co trzeba ciachnąć.



Potem przy użyciu głownie sekatora długoramiennego i zwykłego posypały się gałęzie i gałązki, okropnie w większości zrakowaciałe, z bulwiastymi naroślami, częściowo martwe. Ja układałam je w stosy, do późniejszego spalenia. Zrobiliśmy tak 4 drzewa, potem zajęliśmy się kopczykowaniem róż zrębkami, ponieważ RL zapowiadało temperatury znacznie poniżej zera na kolejne dni.



Póki co pogoda była taka:









Domek



I rzut oka na zachód



Podwórko



Zmrok zapadał, W. udał się do Wisznic po zakupy a ja w domu ujrzałam widok taki:



No, bohaterowie są zmęczeni bardzo szczęśliwy

A oto nasz obiadek kolacyjny: cz. II kaczki z frytkami (W. zasmakowały) oraz surówką z kiszonej kapusty. Kapusta Nadbużańska jest najlepsza zdaniem W., dla mnie nieco za mało kwaśna.



Wyładowałam zakupy i okazało się, że poza kolejną porcją wypieków, W. zamierza zrobić (Iwonko, trzymaj się) gar fasolki po bretońsku (z ilości fasoli wynikało, że dla jakiegoś większego punktu zbiorowego żywienia) oraz gulasz wołowy. Pichcenie odłożył jednak na dzień następny, stanowiący c.d. który ku radości lub utrapieniu n.


  PRZEJDŹ NA FORUM