Do treści przyrodniczo - ogrodniczej dołączę jeszcze kilka słów i zdjęć z wnętrza domu. Oczywiście sporo już pokazałam przy demonstracji ewolucji, jaką już niektóre pomieszczenia przeszły. W łazience, poza cudną kabiną prysznicową made in ChRL, mamy umywalkę na komodzie z marmurowym blatem. Komoda jak komoda. Trochę powalczyliśmy z wywierceniem otworu na syfon w samym blacie, bo kamieniarze trzymali się od tego z daleka, sądząc, że płyta rozleci się w drobny mak. Ale udało się. Szuflady pod syfonem tez trzeba było skrócić, ale to już mięta z bóbrem 

Drzwi łazienkowe oszlifowaliśmy z jednej strony (wewnętrznej), bo były paskudne. Na drzwiach zawiesiłam tabliczkę, na której wymaluje stosowny napis, jak skończy się harówa w polu.


W łazience mamy jeszcze makatkę kibelkową, w miejscu której zawiśnie kiedyś półka na książki, nie pytajcie dlaczego... 

Makatki w stylu "świeża woda zdrowia doda" uwielbiam. W kuchni mamy taką:

Jak już jesteśmy w kuchni, to zademonstruję jeszcze raz serce kuchni i chyba całego domu 
 W kuchni bywa dość mroczno, bo pomieszczenie spore a okno relatywnie nieduże, więc nad blatem roboczym mamy dodatkowe oświetlenie
Z kuchni niedaleko do salono-jadalni, gdzie w ubiegłym roku przybył "aligancki" serwis do kawy, choć ja tam najbardziej Bolesławiec mój kocham 

W tymże pomieszczeniu mamy różne elementy dekoracyjno-użytkowe, zbieranina głownie z allegro. Zegar ze sklepu ze starociami w Węgrowie.

Matka Boska z Krakowa, misternie ozdobiona przeróżnymi kolorowymi świecidełkami i z dodatkową szybką zamykaną, aby owady nie bezcześciły świętego oblicza.

Oto źródło ciepła w salonie

A to jedna z reprodukcji obrazu pana Albiczuka, tj. druk komputerowy na płótnie

Z salonu przemieszczamy się do sypialni, gdzie czasem urzędujemy my, a czasem ktoś inny 

Tu w tle sławetne Lelonki 

Księgozbiór widoczny na jednej ścianie rozrósł się już do stert poukładanych na komodzie i kredensie w salonie.
Pozostało w zasadzie jedno pomieszczenie do prezentacji, aczkolwiek najmniej reprezentacyjne. Jest to tzw. pokój mrówczany z uwagi na zaobserwowany kanał przerzutowy z kuchni, którym mrówki transportują cukier z naszej cukiernicy do swoich siedzib. Na razie jest to składowisko gratów i miejsce, w którym kicia udaje się na okresowe emigracje wewnętrzne.

W drzwiach prowadzących do obu sieni mamy upiorne klamki, których na początku za Chiny nie umiałam obsługiwać. Oto awers i rewers.


Kolejne ewentualne zmiany będę relacjonować na bieżąco, gdy c.d za jakiś czas n.
|